Lęgi – co, jak i dlaczego

 Rozwiązania hodowlane  Możliwość komentowania Lęgi – co, jak i dlaczego została wyłączona
Lis 082016
 

O przygotowaniu kanarków do lęgów i o samych lęgach można napisać książkę. Albo dwie. A jak się ustawi większą czcionkę to nawet trzy wyjdą + errata. Postaram się trochę opisać co i jak, mam nadzieję, że będzie to pomocne dla początkujących hodowców oraz dla osób, które nie chcą mieć hodowli, ale chcą chociaż raz spróbować się jako kanarkowi rodzice.

O przygotowaniach do lęgów pisałem tutaj. Pazurki (samiec i samica) i qpry podcięte, zaczynamy lęgi.

Lęgi rozpoczynamy łącząc, tzn. dając do jednej klatki samicę i samca. Klatka szerokość 60 głębokość 45, wysokość 40 cm lub coś koło tego. Nie można łączyć dwóch glosterów z koroną ani dwóch białych (białe lub płowe lub szafiry). Jeśli klatek jest więcej to najlepiej, żeby pary się nie widziały z innymi parami, tzn. nie ustawiamy klatek prętowych jedna przy drugiej, trzeba je oddzielić chociaż kartonem.

Lęgi najlepiej rozpoczynać w okolicach marca jak pojawiają się pierwsze zielonki i robi się cieplej. Jeśli nie ma żadnych specjalnych wskazań (wystawa) nie rozpoczynamy lęgów w grudniu, bo to spowoduje więcej problemów niż przyjemności. Kanarki tworzą pary. Są razem od początku do wylotu ostatnich młodych. Nie oddzielamy samca, nie pobudzamy samca osobno i samicy osobno – to są „praktyki” z hodowli sprzed xx lat powielane przez hodowców, którym, niestety muszę to napisać, nie chce się poszukać informacji na temat biologii kanarków.

A więc mamy dwa kanarki w klatce. Mamy sepię i piasek. Teraz trzeba je pobudzić do lęgów czyli dłuższy dzień (opisane dokładnie w innym artykule), wyższa temperatura tzn. np. 18-20 stopni i bogatsza dieta. To ostatnie zdanie nie jest do końca ścisłe, bo wydłużanie dnia już powinno trwać od kilku tygodni i tak samo powinna wzrastać temperatura. Bogatsza karma czyli wcześniej zmieniamy zimową karmę z np. DeliNature 50 na mieszankę kilku karm + nasiona traw i chwastów + mak + zioła (sypkie np. tymianek, rumianek, pokrzywa). Do tego podajemy kiełki czyli skiełkowane ziarno. Do kupienia są gotowe mieszanki do kiełkowania. Do tego jak już są – liście mleczy, młode pokrzywy (dlatego warto rozpoczynać lęgi jak są już dostępne zielonki) czy inne rośliny. Niektórzy podają witaminę E, ale nie należy przesadzić. Po pewnym czasie np. po 2-3 tygodniach samiec śpiewa, a raczej wydziera się jaki to on jest wspaniały i jak mieć jajko to tylko z nim. Jest to typowy, lęgowy, ostry i zaczepny śpiew. Samica wtedy przysiada na żerdce i przyjmuje specyficzną pozę. Zazwyczaj zaraz po tym następuje „gra miłosna” zakończona gonitwą po klatce. Mniej-więcej w tym okresie samica zaczyna szukać materiału na gniazdo. Jak na dnie klatki jest papier to szarpie go i zanosi np. do karmnika. Wtedy dajemy do klatki gniazdo. Najwygodniejsze jest gniazdo zewnętrzne montowane w drugim otworze w przedniej kracie. Jak nie ma to dajemy wewnętrzne. Musi być zamocowane tak, żeby na pewno nie spadło samo, ale żeby dało się ławo wyciągnąć bez akrobacji, bo wyjmowanie z jajkami, a potem z pisklakami musi być sprawne – jak trzeba się wyginać to łatwo coś upuścić i problem gotowy. Na gniazdko nie powinno padać bezpośrednie słońce albo nie za długo, bo za wysoka temperatura może zniszczyć jajka.

Klatki lęgowe

Na dno klatki albo do specjalnego koszyczka dajemy materiał na gniazdo, najlepiej mieszany („szarpie”), gotowy do kupienia. Do tego można dodać np. pociętą na małe kawałki ligninę. Nie trzeba się przykładać – każdy kawałek może być inny, nawet lepiej.

Teraz następuje budowa gniazda. Samica znosi i układa, samiec pomaga, albo tylko znosi, albo patrzy krytycznym okiem myśląc „kobieto, co ty wyprawiasz?”. Albo rozwala gniazdo (bo źle ułożone). Po dwóch razach dostaje w łeb skrzydłem i zazwyczaj przestaje rozwalać. Do plastikowego gniazda można dać filc, który ułatwi ułożenie gniazda (sznurek w plastiku się ślizga), ale można też dać np. 2-3 chusteczki jednorazowe lekko wilgotne i całość podsuszyć – przylepią się do plastiku. Ale proszę się nie zdziwić, jak pierwsze co samica zrobi to je wyjmie, bo jej dekorator wnętrz ma inny pomysł. Niektórzy przyszywają filc do plastiku – na pewno się nie ruszy, ale w trakcie wymiany gniazda, o czym później, trzeba się dodatkowo męczyć z nitkami.

Gniazdo

Niektóre samice robią przykładowe gniazdo w jeden dzień. Niektóre zniosą 5 sznurków, siądą w plastiku i są zachwycone swoją pracą. Jak trafimy na te drugie to kilka dni po „zakończeniu” budowy bierzemy gniazdo do ręki i układamy je sami. Od czasu zbudowania gniazda samica spędza w gnieździe coraz więcej czasu, na początku noce, potem przez cały czas. W diecie musi być wapno – sepia i najlepiej jeszcze jakieś suplementy. Albo potarte skorupki jajek albo chociaż potarta sepia jak samica nie chce skubać muszli. Można też kupić wapno dodawane lub rozpuszczane w wodzie. Kiedy jajko jest tak kruche, że można je wgnieść opuszkiem palca oznacza to znaczny niedobór wapna. Jeśli inne jajka są podobne to nie ma co zaczynać lęgów, bo krucha skorupka nie zapewni ochrony.

Następnie rano w gnieździe (albo na podłodze…) znajdujemy jajo. Jak jest na podłodze to można je zabrać, ale zazwyczaj nic z niego nie będzie. Warto zabierać (podmieniać) jajka bo samica znosi jedno jajko dziennie, zazwyczaj chwilę po obudzeniu się. Wylęganie trwa ok. 14 dni tym samym różnica pomiędzy pierwszym a ostatnim jajkiem wynosi 5-6 dni (czasami po pierwszym jajku jest przerwa, a drugie samica znosi na trzeci dzień, a nie na drugi), co dla piskląt jest kolosalną różnicą i podrośnięte pisklęta odsuną te wyklute od pokarmu.

Piskle

Więc zabieramy jajko i dajemy sztuczne, również kupione wcześniej. Jajko odkładamy do np. małego pojemnika z ziarnem, ligniną, czymkolwiek miękkim, żeby go nie stłuc ani nie zadrapać. Codziennie, a najlepiej dwa razy dziennie obracamy jajko o 180 stopni. Po podłożeniu 3 sztucznych jaj w gnieździe nie musimy podkładać czwartego i kolejnych – te 3 sztuczne wystarczą – samice nie liczą za dobrze, nawet te bystre. Ostatnie jajko jest innego koloru i czasami innej wielkości. Ostatniego nie zabieramy tylko wyjmujemy sztuczne i wkładamy odłożone. Od tego czasu liczy się 14 dni. Około 14 dni, bo czasem klują się w 12 dniu, a czasem w 15. W hodowli nie może być za sucho – nie poniżej 55% wilgotności, bo skorupka będzie za twarda i pisklak może jej nie przebić. Czasami warto dać basenik na 2-3 dni przed terminem klucia. Samica się wykąpie i namoczy lekko jaja. Tak samo 3-4 dni przed terminem klucia dajemy pokarm jajeczny do klatki. Dwa razy dziennie i tak aż do końca lęgów. Pisklęta klują się kiedy chcą – w nocy, w dzień, rano – jak im wypadnie. Mają w sobie pokarmu na ok. 24 godziny więc jak samica nie zauważy od razu, że coś się rusza to nic się nie dzieje. Wtedy lepiej jest jak wyklują się np. 2-3 w tym samym dniu. Samica czuje, że coś się dzieje i zaczyna karmić. Często można poznać, że coś się wykluło, bo na dnie klatki leżą skorupki. Chociaż często samica je zjada. Gniazdko nie powinno być przymocowane na mur-beton – lepiej jak jest na druciku i trochę się rusza. Kiedy samica wskakuje na gniazdo to jego ruchy mówią pisklakom, że przyszło jedzenie i chętniej wyciągają wtedy dzioby. Jak samica siedzi jak posąg warto ją przegonić z gniazda (kilka razy dziennie), żeby wreszcie zdała sobie sprawę, że czas sielanki się skończył. Są niestety takie, co siedzą 26 godzin dziennie w gnieździe i nic ich nie obchodzi co skutkuje niestety zasiedzeniem piskląt, tzn. giną z braku pokarmu i powietrza. Trzeba na to uważać przy pierwszym lęgu danej samicy. Przy kolejnych samica już lepiej sobie radzi. Przegonienie samicy z gniazda – piszą, żeby delikatnie, ołówkiem, spróbować ją zepchnąć, żeby jej nie wystarszyć. Ha ha. Ciekawe, kto to wymyślił. Co prawda wszystko zależy od charakteru i są takie, które uciekają jak się na nie popatrzy, ale zazwyczaj trzeba się namęczyć a i często hodowca oberwie dziobem, bo „ona wie lepiej i co mi tutaj te paluchy pcha”. Miałem taką samicę, która siedziała jak posąg i musiałem ją wyjąć z gniazda i położyć na dnie klatki – i dopiero po chwili zauważała, że coś się zmieniło i łaskawie zaczynała wstawać. Swoją drogą samice w gnieździe zapadają w coś podobnego do letargu, tak, że obudzenie i opuszczenie gniazda może trochę potrwać. Jak wyskoczy jak oparzona to może uszkodzić jajka więc już lepiej dłużej ale powoli.

Teraz jest karmienie. Przez pierwsze 5 dni podajemy pokarm jajeczny, od ok. 5 dnia można powoli dodawać maku i zielonki (brokuł, mlecz, kiełki itp.). Nie dokarmiamy piskląt bo 1) trzeba mieć do tego specjalną mieszankę, pokarm jajeczny się do tego nie nadaje, 2) nie jest łatwo trafić strzykawką do dzioba, 3) trzeba wiedzieć ile i jak często. Pisklęta nakarmione będą miały pod dziobem dużą żółtą (pokarm jajeczny) lub zieloną (zielonki) bułę. To jest wole i oznacza to, że jest im bardzo dobrze. Kiedy szyja jest gładka to pisklęta są głodne.

piskle6

Teoretycznie można wykarmić ręcznie pisklę, którego mama nie karmi ale trzeba zamieszkać w hodowli, bo powinno być karmione raz na 1-2 godziny. Pomimo starań mi się to jeszcze nie udało.

Jeśli mamy obrączki zamknięte zakładamy je w okolicach piątego dnia. Jak jest jeden kanarek to lepiej zrobić to czwartego dnia rano, bo rośnie za kilka kanarków, jak jest ich szóstka to może się okazać, że obrączkujemy w np. siódmym dniu.

dokarmianie

Następnego dnia sprawdzić obrączki czy samica ich nie zdjęła. Przed obrączkowaniem warto posmarować nogę kanarka olejem/oliwą (podobno jest coś lepszego, ale nie pamiętam co to było) jadalną oczywiście, (smar grafitowy się nie nadaje, delikatnie nawilżające mleczko do ciała również). W okolicach 18 dnia pisklaki wychodzą z gniazda. Jeśli jakiś wyjdzie w np. 15 dniu to po np. godzinie łapiemy delikwenta i wrzucamy do gniazda. W okolicach 25 dnia oddzielamy młode i dajemy je do osobnej klatki z jakimś samcem, który uczy ich dalej jeść i innych ważnych kanarkowych rzeczy (lepiej nie wnikać). Przed oddzieleniem od rodziców obserwujemy czy na pewno są samodzielne jak któreś nie jest silne i energia go nie rozpiera – zostawiamy go jeszcze kilka dni z rodzicami.

m1

Około 32 dnia młode są już w pełni samodzielne, potrafią rozłupać większość ziaren. W okolicach 15 dnia od klucia dajemy nowe gniazdo lub pisklaki przenosimy do nowego gniazda, a w starym zmieniamy wyściółkę. Lepiej ją zmienić ręcznie, bo samica raczej nie będzie widziała potrzeby budować nowego. Jak nie będzie nowego gniazda to samica zniesie jajka do starego i będą w nim i pisklęta i nowe jajka i na dobrą sprawę tak też się nic złego nie dzieje, chociaż podrostki mogą jajka uszkodzić. Jak nie chcemy kolejnych lęgów – jajka po prostu zabieramy. Najlepiej nie przeprowadzać więcej niż 2 lęgi w danym roku.

Oddzielone kanarki mają 2 x dziennie pokarm jajeczny + zielonki, aż do skończenia pierwszego pierzenia.

I uwagi.

Jakieś dwa razy dziennie dokonujemy oględzin gniazdka. Nie ma zmiłuj się – wyganiamy samicę i patrzymy co i jak. Czasami pisklęta mają zalepione qpry – trzeba wyjąć z gniazda i umyć pod ciepłą bieżącą wodą. Dobrze wysuszyć ręcznikiem papierowym. Trudno, jak się tego nie zrobi pisklak nie przeżyje. Zdarzało mi się myć pisklęta 8-10-cio dniowe. Samica czyści gniazdo, ale czasem jej to nie wychodzi. Jak jest bardzo brudne (trochę kup może być) to przygotowujemy całkiem nowe, tzn. nowy koszyczek/plastik, robimy wyściółkę i przekładamy pisklaki do nowego, a stare wyrzucamy a plastik do mycia. Jak jest dużo piskląt to czasem trzeba czyścić co kilka dni. Tak samo jak gniazdo jest mocno mokre (wilgotne jest zawsze), czasem się zdarza. Jak śmierdzi tak, że nos chce odpaść – tak samo. Nie polecam koszyczków wiklinowych, bo nie da się ich umyć.

Jak przy zmianie gniazdka widzimy na dnie małe ruszające się kropki to mamy problem czyli pasożyty. Trzeba walczyć z nimi od razu, bo jak są w jednym gnieździe to są wszędzie. Ale to jest osobny temat.

Niektóre samice jak mają znieść jajko to wieczorem przed złożeniem wyglądają jak siedem nieszczęść. Kuli się, kulkuje, siedzi na podłodze i podsypia. Wygląda tak, jakby się chciała pożegnać z tym światem. Zostawić w spokoju i nie ruszać. Jeśli następnego dnia do południa nie będzie jajka, a samica nie wygląda normalnie to może być zaparcie jajka, wtedy trzeba samicy pomóc, bo sama nie da rady.

Jajka przekładamy ręką, delikatnie, ale bez przesady. Są do kupienia specjalne „chwytacze”, ale użyłem ich chyba trzy razy, jak jest trudny dostęp. Ręka ma więcej wyczucia. Jajka oglądamy. Jak jest zadrapane, ma malutką dziurkę – nic z niego nie będzie.

Do lęgów trzeba się porządnie przygotować. Jak się nie udadzą to mamy rok stracony, to znaczy nie mamy piskląt i mamy doświadczenie. Też cenne, chociaż bywa irytujące. Czasami z 2 par uzyskamy 24 kanarki, a czasami z 10 par 20 kanarków. Wszystko zależy od roku i od przygotowania.

W okolicach piątego-siódmego dnia prześwietlamy jajka, tzn. przystawiamy z jednej strony źródło światła (najlepiej latarkę-długopis) i patrzymy z drugiej strony. Nie trzeba jajek wyjmować z gniazda tylko nie przykładać latarki do skorupek, żeby ich nie uszkodzić. Jajka puste, tzn. nie zalężone, prześwitują. Jajka zalężone mają ciemną plamkę w środku, czasami widać żyłki. Drugi raz prześwietlamy jajka w okolicach 13 dnia. Jak któreś jajko będzie puste to nie usuwamy go z gniazda, ale zostawiamy gdzieś do piątego dnia po kluciu innych – pisklaki mogą się o nie oprzeć podczas karmienia.

zaplod7

zaplod9

Jak wszystkie jajka są puste to zabieramy gniazdo w 12-14 dniu. Samica widzi, że lęg się skończył, kiedy pisklaki wychodzą z gniazda lub kiedy gniazdo jest zniszczone np. przez drapieżniki. Jak jajka są puste potrafi siedzieć na nich przez miesiąc i czekać na wyklucie – nie można do tego dopuścić. Po tych 12 dniach zabieramy całe gniazdo i za 1-2 dni dajemy puste i materiał do budowy.

Wyciszenie rodziców. Po lęgach najlepiej przenieść parę do fruwajki / woliery, razem z innymi parami. Fruwajka to większa klatka, w której mogą sobie swobodniej polatać. Zmiana otoczenia zazwyczaj pomaga w wyciszeniu samic to znaczy w zatrzymaniu kolejnych lęgów. Samica może jeszcze znieść jajka, ale należy je zabrać. Zaraz potem rozpoczyna się pierzenie i przygotowanie do zimowania. Wszystkie pary lęgowe mogą być w jednej fruwajce. Czasami zdarzają się bitwy, ale rzadko.

Wszystkie młode dajemy do osobnej klatki razem z jednym samcem. Dajemy pokarm jajeczny i zieleninę. Do skończenia pierwszego pierzenia młode są bardzo podatne na choroby i urazy. Trzeba obserwować czy któryś nie zaczyna się kulić i od razu trzeba sprawdzać co się dzieje. Zaraz po przyniesieniu od rodziców trzeba obserwować czy znajdą wodę i jedzenie. Jedzenie – ziarno powinno być w karmidełkach takich jak w klatkach lęgowych, a pokarm jajeczny, dodatkowe ziarno i zielenina na spodkach na dnie klatki. Czasami zdarza się, że młode padają, częściej w trakcie pierzenia – niestety trzeba się na to przygotować. Nic nie widać, nic się nie dzieje, a rano już leży na dnie klatki. Raz w tygodniu złapać 2-3 ptaki i zobaczyć brzuch – czy nie są za chude, czy nie mają czerwonych lub bordowych brzuchów. Młode kanarki nie będą otyłe jak tylko będą miały wystarczająco dużo miejsca do latania. Nie ma potrzeby oddzielać samic od samców, aż do następnych lęgów.

Młodzież 2015

Przy jednym lęgu „na próbę” może nie jest to potrzebne, ale warto prowadzić dokumentację lęgową. Karta lęgowa jednej klatki powinna zawierać informacje takie jak ojciec (obrączka, kolor, korona/gładki, ew. pochodzenie) i tak samo dla matki, datę połączenia w parę, datę złożenia pierwszego i kolejnych jajek, datę podłożenia jajek, wynik prześwietlania w 7 i 13 dniu, datę klucia, ilość wyklutych, numery założonych obrączek i uwagi. Dla wygody można pisać przewidywaną datę klucia, datę wyfruwu z  gniazda, datę oddzielenia – nie trzeba będzie za każdym razem liczyć. Sposób – jak kto lubi. Tabelka w wordzie/excelu, zeszyt w kartkę, kartki lub kupiony zeszyt lęgowy. Jak ktoś potrafi może napisać sobie program. Dla takich, którzy nie pamiętają daty (jak ja) nieodzownym wyposażeniem jest zegar z datą.

To tylko wstęp do lęgów, ale mam nadzieję, że się przyda.

Młodzież 2015

 Zamieszczone przez o 21:57

Co na dno klatki?

 Pielęgnacja, Rozwiązania hodowlane  Możliwość komentowania Co na dno klatki? została wyłączona
Paź 082016
 

Otrzymuję wiele pytań na temat tego, czym najlepiej wyłożyć dno klatki.
Na dno klatki możemy dać:
– ręczniki papierowe
– papier śniadaniowy/pergamin/kartki A4
– piasek
– siano (kupione lub własnoręcznie ususzone)
– zrębki wędzarnicze bukowe

Często robi się tak, że na dno dajemy pergamin, a na to piasek.

A teraz negatywne strony:
– ręczniki papierowe kanarek w ciągu kilku godzin ułoży po swojemu. A ma wizje zupełnie odmienne od właściciela.
– piasek – czasami się sprawdza doskonale, a czasami jest wszędzie. Zależy od temperamentu kanarka. I jest trochę uciążliwy w czasie i po kąpieli.
– siano – sprawdza się całkiem nieźle, również jako paśnik 🙂
– zrębki – jedne z lepszych – chłoną wilgoć, są na tyle ciężkie, że nie da się ich aż tak bardzo rozrzucić po okolicy, można je uparcie mamlać w dziobie, co jest (najwyraźniej) świetną rozrywką. Przy warstwie np. 2 cm można czyścić klatkę znacznie rzadziej niż przy piasku. Polecam tutaj: http://sklep.sekretyzdrowia.pl/pl/p/Zrebki-bukowe-na-dno-klatki-2-kg-ok.-7-litrow/495

Nie dajemy:
– kolorowych czasopism (trująca farba)
– gazet (j.w.)
– trocin (mogą być z drzew iglastych, które mogą zabrudzić łapki i pióra żywicą, a dodatkowo wydzielają pewne substancje negatywnie działające na wątrobę, przy dłuższym stosowaniu. Co prawda klatka jest przewiewna, a problem dotyczy bardziej terrarium, ale jednak)
– rzeczy, w które łatwo się zaplątać (sznurek)
– rzeczy ostrych (warto zwrócić uwagę na brzegi szuflad)
– teoretycznie może być sama szuflada, ale ciężko się ją potem myje, a myć trzeba znacznie częściej niż ze ściółką

 Zamieszczone przez o 09:20

Jak rozpoznać, że coś się dzieje? Choroby kanarków.

 Pielęgnacja  Możliwość komentowania Jak rozpoznać, że coś się dzieje? Choroby kanarków. została wyłączona
Lip 012016
 

Kanarki, niestety, czasami chorują. Mają o wiele szybszą przemianę materii niż człowiek, więc rozwój choroby też czasami przebiega błyskawicznie. Objawami choroby mogą być:

  • osowiałość, brak siły. Ptak siedzi na żerdce i nic nie robi, a wcześniej skakał po klatce jak szalony.
  • brak śpiewu, jeśli wcześniej śpiewał. Wyjątkiem jest okres pierzenia.
  • puszenie. Kanarek w ciągu dnia robi z siebie kulkę i siedzi na żerdce nieruchomo.
  • spanie w dzień. Kanarki zazwyczaj nie śpią w dzień. Wyjątkiem są młode kanarki i czasami okres pierzenia.
  • ruszanie ogonem podczas snu. Zazwyczaj ogon jest nieruchomy, jeśli rusza się w rytm oddechu np. o 1 cm, to może być to objawem choroby.
  • chrypka, katar. Jak u ludzi.
  • ciężki oddech.
  • pykanie, stukanie, trzaski w oddechu (trzeba przyłożyć ucho do dzioba i słuchać i mieć wielką nadzieję, że się nie odezwie w trakcie badania 🙂 ).
  • siedzenie na dnie klatki nieruchomo, jeśli wcześniej tak nie robił.
  • po rozdmuchaniu piór na brzuchu widać żebra, mostek i zapadnięty brzuch.
  • wszelkie pozostałe objawy, które są oczywiste jak np. zataczanie się, utrata równowagi itp.
  • NIE JEST objawem choroby stanie na jednej nodze lub siedzenie na brzuchu na żerdce. Kanarki czasami tak robią. Należy oczywiście zwrócić uwagę, czy noga nie jest uszkodzona, podrażniona itp.

Generalnie można powiedzieć, że odstępstwo od normy może być wskazaniem, że coś jest nie tak. Ale nie należy przesadzać – jak kanarek jednego dnia nie śpiewa to znaczy, że mu się nie chce, ale nie oznacza to od razu, że jest chory. Kanarek, tak jak każdy, może mieć lepszy i gorszy dzień. Może mu być ciepło lub zimno. Może mu się nic nie chcieć.

Jeśli podejrzewamy, że coś może być nie tak, to warto złapać kanarka i rozdmuchać mu pióra na brzuchu. Dmuchnąć porządnie, bo to nie jest takie proste, kiedy się nie ma wprawy. Brzuch powinien mieć kolor żółtawy lub jasny różowy lub lekko czerwony. Kolor mocno czerwony, bardzo ciemny czerwony lub czarny lub plamy tego koloru zazwyczaj wskazują na stan zapalny (często z gorączką). Zobacz zdjęcia.

Jeśli podejrzewamy, że coś jest nie tak, można dać do picia rumianek (zaparzyć szklankę rumianku – jedna torebka – i wlać 1/2 pojnika i uzupełnić wodą), można dodać trochę miodu.

Dobrym naturalnym antybiotykiem jest czosnek (wrzucić przekrojony ząbek do pojnika), wygodniejszy do stosowania jest preparat AliVir lub cebula.

Postaram się stopniowo uzupełniać informacje i zdjęcia.

 

 Zamieszczone przez o 11:45

Szczepienie kanarków: ivermectin, iwermektyna, ivomec

 Kupuję kanarka!, Pielęgnacja  Możliwość komentowania Szczepienie kanarków: ivermectin, iwermektyna, ivomec została wyłączona
Kwi 132016
 

Na forach i stronach internetowych pojawia się wiele informacji na temat szczepienia kanarków – podawania preparatów zawierających iwermektynę.

Iwermektyna jest środkiem pasożytobójczym. Jej działanie polega na porażeniu przewodnictwa nerwowego pasożyta. Preparat ten działa na pasożyty wewnętrzne (nicienie, pajęczaki) i zewnętrzne krwiopijne – roztocza, świerzbowce, ptaszyńce, piórojady. Nie działa na jaja.

Ze względu na swoje działanie nie można mówić, że podanie iwermektyny jest szczepieniem. Lek ten nie zabezpiecza przed żadną chorobą. Niestety pomimo wielu artykułów i wykładów hodowcy ciągle powtarzają te błędne informacje, twierdząc, że ptaki zostały „zaszczepione”. Pewien upór myślowy i niechęć do rzetelnej wiedzy jest wykazywany przez hodowców niezależnie od ich wyników na wystawach. Może mieć 30 pucharów na półkach, a mimo to robić podstawowe błędy w hodowli.

Podawanie leku (nie tylko tego) w przypadku braku wskazania, tzn. „na wszelki wypadek” powoduje tylko szkody. Jest to lek łatwy do przedawkowania, obciążający wątrobę co w rezultacie powoduje, że przy takim podaniu nie ma on żadnych pozytywnych działań, a tylko negatywne. Lek działa tylko na pasożyty znajdujące się na/w nosicielu w chwili podania leku. Podanie leku w sytuacji braku pasożytów niczego nie robi, przed niczym nie zabezpiecza.

Preparat podaje się w postaci kropli na kark lub pod skrzydło. Czasami podawana jest w wodzie, co jest błędem, gdyż preparat nie rozpuszcza się w wodzie. Dużym problemem jest dawkowanie. Podaje się „jedną kroplę”, ale jedna kropla może oznaczać od 0,15 ml do 0,005 ml co oznacza, że ilość leku może się różnić 30 razy przy podaniu „jednej kropli”. Preparat jest przeznaczony dla zwierząt gospodarskich, a tym samym jego dawkowanie jest dla nich przeznaczone. W zależności od wielkości „kropli” podaje się dawkę dla zwierzęcia o masie od 250 g do 7,5 kg. Dla kanarka ważącego 50 g przedawkowuje się lek od 5 do 150 razy. To jakby na ból głowy wziąć na raz np. 75 tabletek.

Objawy przedawkowania mogą być bardzo różne. Można je podzielić na natychmiastowe (osowiałość, zaburzenia równowagi, śmierć) i długotrwałe (uszkodzenie wątroby i nerek – znaczne skrócenie czasu życia). Ostatnio czytałem o korelacji zaburzenia odporności ptaków po podaniu większej niż należy dawki leku. Objawami były najczęściej problemy oddechowe – chrypka, przeziębienie, charkot itp. Nie jest to potwierdzone żadnymi badaniami – to raczej coś, na co zwróciłem uwagę.

Niektórzy zalecają podanie razem z iwermektyną preparatu Silivet – działającego osłonowo na wątrobę.

Tak, wiem. Starsi hodowcy „szczepiący” ptaki zaraz mnie zakrzyczą, że „od lat tak robią i jeszcze nigdy się nic nie stało”. Może się stało, a może nie. Uszkodzenia wątroby i nerek nie widać gołym okiem, a że sprzedawane przez nich kanarki często nie przeżywają dwóch lat – drobiazg, prawda?

Proponuję przy kupnie kanarka zapytać czy „kanarek był szczepiony”. Jeśli się okaże, że był to powinno się zaświecić w głowie duże, czerwone światełko. Warto wtedy wypytać o szczegóły – dlaczego, jak dawno, ile razy itp. Może się okazać, że dostał dwa razy po solidnej kropli w odstępie dwóch tygodni czyli był poddany przedawkowaniu leku 300 razy. Ja bym nie kupił.

 

 Zamieszczone przez o 08:07

Lęgi 2016

 Lęgi 2016  Możliwość komentowania Lęgi 2016 została wyłączona
Lut 022016
 

28.08 – Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu. Lęgi oficjalnie są zakończone, młodzież się pierzy, dorośli odpoczywają i też się pierzą. Wkrótce dodam zdjęcia tegorocznej młodzieży. Pojawią się też kanarki w zakładce „do sprzedania” tylko muszą ukończyć pierzenie i zacząć chociażby w przybliżeniu wyglądać jak kanarki, a nie wypłochy.

04.04 – Pisklaki w kamerce z gniazdkiem jakoś nie chcą jeść albo samica nie chce ich karmić. Wykluły się cztery – dwa najsilniejsze zostały podłożone samicy z lęgu opisanego 22.03, bo nadal siedziała w gnieździe. Pozostałe dwa pozostały w gnieździe rodziców. Wszystkie cztery były dokarmiane ręcznie, ale podejrzewam, że te dwa słabsze jednak nie dadzą rady. Ale są też dobre wiadomości – jutro jest planowane pierwsze obrączkowanie!

28.03 – Kontrola gniazdka z kamerką wykazała 100% zalężonych jajek – 4 szt. Termin klucia 3.04.2016.

22.03 – Jedna z par okazała się bardzo dowcipna. Samiczka zniosła jajka i w trzecim dniu wysiadywania ktoś wyrzucił je z gniazda i rozniósł po klatce. Oczywiście popękały. Teraz  samiczka siedzi na pustym gnieździe.

18.03 – W jednym z gniazdek została podłączona kamerka. Na razie samiczka złożyła 2 jajka i siedzi na sztucznych. Wysiadywanie zacznie się za jakieś 3 dni.

17.03 – Chciałbym wyrazić swoją opinię na temat poglądów, które krążą wśród „hodowców” – wiem, że niektórzy traktują dwuletnie ptaki jako „nie udało się sprzedać”, a starsze jako „strata”. Niech im będzie. Moim zdaniem w hodowli cenne są ptaki starsze, o wskazanej budowie. Po pierwsze są „pewniejsze siebie” i nie panikują jak roczne, co skutkuje tym, że dzieci też mniej się boją. Poza tym mają doświadczenie w lęgach i nie popełniają błędów kanarków, które przystępują do lęgów po raz pierwszy. Po trzecie – są silniejsze zarówno z budowy jak i odporności na ewentualne choroby. Po czwarte – wiadomo jakie będą miały dzieci. W tym roku moje pary lęgowe składają się z 17% ptaków z 2013 r., 46% ptaków z 2014 r. i 38% ptaków z 2015 r.

14.03 – Dzisiaj pojawiło się pierwsze jajko. A od wczoraj dieta wzbogaciła się o kiełki. Są też pierwsze zdjęcia.

06.03 – Jakoś wytrzymały jeszcze miesiąc i ogłaszam wszem i wobec początek sezonu lęgowego 2016. Dzisiaj przygotowałem 8 lęgówek i trafiło do nich 8 par. Czekamy na budowę gniazd i pierwsze jajka.

02.02 – No i zaczyna się; ciemno, zimno, do wiosny daleko, a kanarki zaczynają szaleć. Papiery podarte walają się po klatkach i podłodze, śpiewy i wrzaski na całego. Tłumaczę im, jak komu dobremu – do wiosny jeszcze miesiąc, początek lutego to za wcześnie na lęgi. Macie 8 stopni, to jeszcze jest zima. A one nic sobie z tego nie robią. Ale nie ma – jeszcze trochę muszą wytrzymać.

 


Śniadanie rodziców:

Śniadanie młodzieży:


 

 Zamieszczone przez o 18:25

Oświetlenie klatek hodowlanych cz. 2

 Rozwiązania hodowlane  Możliwość komentowania Oświetlenie klatek hodowlanych cz. 2 została wyłączona
Sty 302016
 

W drugiej części artykułu chciałbym przedstawić kolejne rozwiązania związane z oświetlaniem klatek hodowlanych.

Automatyczne wygaszanie światła

Jeśli hodowla ma okna to wskazane jest wykorzystywanie światła słonecznego. Pomiędzy układ sterowania, a układ RAMPA, dołączyłem wyłącznik zmierzchowy AZH-S 12V, który automatycznie wyłącza oświetlenie w klatkach kiedy naświetlenie pomieszczenia hodowlanego osiągnie ustawioną wartość. Tym samym jak pomieszczenie hodowlane jest oświetlane promieniami słońca to wyłącza się oświetlenie w klatkach.

AZH-S
wyłącznik zmierzchowy AZH-S 12V

Wyłącznik zmierzchowy zasilany jest napięciem 12 V więc nie ma żadnego niebezpieczeństwa przebicia napięcia sieciowego. Podłączany jest on (jak wyłącznik) do sygnału sterującego układu Rampa – światło nie gaśnie nagle, ale wygasza się jak w przypadku zmierzchu. Jak w hodowli robi się ciemno światło powoli się rozjaśnia. W zależności od warunków może być konieczne owinięcie czujnika oświetlenia np. żółtą taśmą izolacyjną lub zastosowanie innej osłony, gdyż jest on ustawiony na znacznie mniejszy poziom oświetlenia. Po właściwym ustawieniu układ sprawuje się znakomicie.

 

Sterowanie oświetleniem

W pierwszej części artykułu opisałem wykorzystanie komputera i płytki z przekaźnikami do sterowania światłem. Po dalszych próbach stwierdziłem, że do sterowania może się świetnie nadawać układ Raspberry P2 model B. Jest to „mikrokomputer” wyposażony w procesor Broadcom BCM2836 900MHz quad-core oraz 1 GB pamięci RAM, co w zupełności wystarcza do naszych potrzeb teraźniejszych i przyszłych.

pi2
układ Raspberry

Do uruchomienia układu niezbędne jest:

  • Raspberry Pi2 model B (175 zł)
  • układ przekaźników (10-40 zł)
  • obudowa (nie jest niezbędna, ale zabezpiecza mikrokomputer) 30-40 zł
  • zasilacz z przewodem (ładowarka do tabletu/smartfonu) (30-50 zł)
  • karta pamięci microSD 4 GB (15 zł)
  • podłączenie do sieci Internet (przewodowe lub karta WiFi-USB)
  • oprogramowanie – system operacyjny jest darmowy

Od razu wyjaśniam – układ ten nie ma wbudowanego zegara czasu rzeczywistego więc podczas uruchomienia i następnie co określony interwał pobiera aktualny czas z internetu. Można dokupić moduł zegara lecz jest to wydatek rzędu 60-100 zł.

Moduł przekaźnikowy należy dokupić osobno – na szczęście nie jest to duży wydatek. Dostępne są moduły 1, 2, 4, 8 przekaźnikowe, w zależności od potrzeb. Teoretycznie do sterowania jednym kanałem światła wystarczy jeden przekaźnik – sygnał sterujący. Ja wykorzystuję dwa przekaźniki – jeden podaje sygnał sterujący, a drugi odłącza zasilanie w nocy. Do sterowania dwoma kolorami światła (biały i czerwony) wykorzystuję 4 przekaźniki.

pk-1
płytka przekaźnika jednokanałowa

pk-4
płytka przekaźnika czterokanałowa

pk-8
płytka przekaźnika ośmiokanałowa

Oczywiście kupiłem wersję ośmioprzekaźnikową i mam jeszcze cztery kanały do wykorzystania w przyszłości.

Do sterowania układem wybrałem oprogramowanie Raspbian – system operacyjny oparty na Linuxie-Debianie. Jest to zdecydowanie najlepszy wybór gdyż ten system operacyjny jest przeznaczony do długotrwałej pracy bez konieczności resetowania systemu, a duża możliwość konfiguracji pozwala na wiele dodatkowych zastosowań.

Oprogramowanie (w wersji v0.9 🙂 ) opiera się na skrypcie Bash, który jest wywoływany dwa razy dziennie – jeden skrypt obsługuje świt, a drugi zmierzch. Dodatkowo w logach zapisywana jest każda zmiana stanu wyjść przekaźników – ostatnie kilka wpisów może być wyświetlane za pomocą przeglądarki internetowej. W tej wersji oprogramowania daty i odpowiadające im godziny zostały zapisane w pliku tekstowym – tym samym każdy hodowca może ustalić własne godziny.

Możliwe jest stworzenie prostej (lub rozbudowanej) strony WWW, przez którą można podglądać aktualny stan oświetlenia (jak również temperaturę, wilgotność w hodowli, a także obraz z kamerki USB). Można też sterować oświetleniem za pomocą tej strony, np. kiedy spieszymy się do hodowli z nowymi kanarkami, a tam już robi się ciemno. Jedno kliknięcie zatrzyma zmianę oświetlenia i możemy spokojnie nowe kanarki umieścić w swoich klatkach. Strona taka jest dostępna za pomocą dowolnego komputera lub smartfonu.

Zalety:

  • „komputeryzacja” hodowli 🙂
  • automatyczna zmiana długości dnia zapewnia pełny roczny cykl lęgowy, a tym samym lepsze wyniki w lęgach,
  • zmiana długości dnia zmienia się płynnie – skok czasu pomiędzy dniami nie przekracza 5 minut, co nie jest zauważalne dla ptaków,
  • automatyczne dostosowanie w czasie „przesuwania zegarów”,
  •  łatwe dostosowanie długości dnia do swoich potrzeb – edycja pliku tekstowego,
  • możliwość sterowania i podglądu stanu za pomocą dowolnego komputera podłączonego do internetu lub smartfona – przez przeglądarkę internetową,
  • bardzo niski pobór mocy – ok. 3 watów co nie jest osiągalne za pomocą komputera stacjonarnego (80-500 w) lub laptopa (40-70 w). Roczny koszt pracy urządzenia to ok. 14 zł.
  • możliwość wykorzystania układu do sterowania innymi rzeczami, np. oświetleniem nocnym, zamykaniem i otwieraniem rolet okiennych, wentylacją, nawilżaczem itp.
  • możliwość wykorzystania komputera również do innych celów, np. strumieniowanie obrazu z kamery USB do dowolnego miejsca (np. smartfon),
  • możliwość zdalnego dostępu do systemu, co pozwala na pomoc w konfiguracji.

Wady:

  • koszt zakupu urządzenia,
  • podłączenie urządzenia,
  • przerwy w dostawie prądu elektrycznego
  • wymagane zasilanie i ew. dostęp do sieci Internet

System operacyjny jest darmowy i można go ściągnąć z internetu. Problem w tym, że instalacja może być trochę skomplikowana dla osób, które nigdy tego nie robiły. Z drugiej strony jeśli ktoś zna się na programowaniu może napisać dowolny program i dostosować sterowanie dokładnie do swoich potrzeb.

Po przetestowaniu działania mojego oprogramowania mogę wysłać osobom zainteresowanym kartę pamięci z nagranym na niej systemem operacyjnym i oprogramowaniem sterującym tak, że po jej włożeniu do urządzenia raspberry układ będzie gotowy do pracy. Być może będzie możliwość zamówienia zmontowanego i uruchomionego układu.

Poniżej przedstawiam filmik z testów. Razpberry zasilany z baterii, połączony z siecią za pomocą WiFi USB, układ 8 przekaźników sterowanych przez smartfon. Jak widać warunki testowania nie były proste:



Monitorowanie temperatury i wilgotności

Aby np. monitorować temperaturę i wilgotność wystarczy dokupić czujnik (wykorzystałem DHT22 – 30 zł), napisać krótki program i tak można już umieszczać dane na swojej stronie lub oglądać przez smartfona:

Temperatura z ostatnich 24 godzin


Wilgotność z ostatnich 24 godzin

Dane zapisują się co 10 minut do pliku tekstowego (logu) i w każdej chwili można zobaczyć zarówno bieżącą wartość jak i wartość z dowolnego czasu lub wykres zawierający wybrany okres czasu.

 Zamieszczone przez o 10:19

Oswajanie kanarka – osiągnięcia

 Lęgi 2015, Nowy dom  Możliwość komentowania Oswajanie kanarka – osiągnięcia została wyłączona
Sty 062016
 

Otrzymałem od Pani Seleny krótki filmik, na którym widać jak Biszkopt nauczył się brać słonecznik z ręki. Cieszę się, że kanarek czuje się bardzo dobrze w nowym, wspaniałym domu i życzę wszystkiego najlepszego!

 

animatedgif_Bickie_20151226


I kolejny filmik o oswajaniu kanarka – od Pani Asminy, gratujemy!




Zadowolony kanarek – Czubuś – pierwsze dni w nowym domu



i śpiewy na cały ogród



 Zamieszczone przez o 17:49

Atoksoplazmoza

 Artykuły Macieja Szansera  Możliwość komentowania Atoksoplazmoza została wyłączona
Sty 022016
 

Chcę zwrócić uwagę na zakażenia kanarków pierwotniakami, potocznie określanymi jako kokcydie, z gatunków Atoxoplasma serini i Isospora serini. Nie mogłem znaleźć zbyt wielu informacji w języku polskim i także na forach dyskusyjnych, zatem zdecydowałem się na napisanie krótkiego przeglądu wiedzy o tych pasożytach na podstawie materiałów anglojęzycznych. Podaję adresy do niektórych linków i tytuł książki, skąd czerpałem informacje o tych słabo zbadanych, ale groźnych pasożytach naszych kanarków i innych ptaków.
http://www.nativebirds.co.uk/index.php?option=com_content&view=article&id=28&Itemid=28
http://www.vet.uga.edu/VPP/clerk/Sheridan/index.php
http://www.ehow.com/list_6783514_cures-bullfinch-bird-diseases.html
http://www.riverbanks.org/subsite/aig/Atoxo-recommendations.htm
„Canary health” Dr. Rob Marshall 2005 r – autor jest weterynarzem pracującym w Australii.

Pierwotniaki te nie są rzadko spotykane w naszych hodowlach, gdyż wystąpienie objawów zakażenia nimi może być maskowane dzięki profilaktycznemu podawaniu ptakom leków przeciw kokcydiom. Dorosłe ptaki bywają bezobjawowymi nosicielami. Pasożyty te stanowią duży problem nie tylko w hodowlach kanarków, lecz także łuszczaków europejskich – zwłaszcza w warunkach wolierowych. Specjaliści są zdania, że każdą wolierę zewnętrzną należy traktować jako rozsadnik atoksoplazmozy.

Źródłem zagrożenia są też hodowle zamknięte, gdzie nie przestrzega się higieny oraz profilaktycznego uodparniania ptaków. Zakażenia rzadziej występują u ptaków trzymanych w małej ilości w zamkniętych pomieszczeniach, znacznie częściej zdarzają się w warunkach wolierowych i przy dużym zagęszczeniu ptaków. Stąd w programach hodowlanych łuszczaków i innych podatnych na atoksoplazmozę ptaków stosuje się zapobiegawcze podawanie leków w trakcie całego roku hodowlanego ze szczególnym uwzględnieniem sezonu odchowu młodzieży.
Przyjmuje się, że są dwa gatunki pierwotniaków wywołujących atoksoplazmozę u kanarków: Atoxoplasma serini i Isospora serini. Są one bardzo do siebie podobne jeżeli chodzi o morfologię i cykle życiowe. Niektórzy uważają, że jest to tylko jeden gatunek (wtedy nazwa Isospora jest traktowana jako synonim), mający bardzo zróżnicowane pod względem morfologicznym stadia rozwojowe. Dla uproszczenia będę tu używał określenia Atoxoplasma. Rodzaj ten jest, jak wspomniano, pasożytem atakującym mnóstwo gatunków łuszczaków i ptaków z innych grup systematycznych np. szpaków afrykańskich i azjatyckich. To tylko przykłady wzięte z brzegu. Przy tym z reguły każdy gatunek ptaka jest atakowany przez swoisty mu gatunek Atoxoplasma. Mogą występować przeskoki pasożyta z jednego gatunku na drugi, lecz jest to nadal słabo zbadane. Atoxoplasma występująca u naszych wróbli nie atakuje kanarków. Ten typ pierwotniaków jest dużo groźniejszy i trudniejszy do likwidacji w hodowlach kanarków i innych łuszczaków, zwłaszcza europejskich, w porównaniu z „klasycznymi” kokcydiami jelitowymi. W odróżnieniu od kokcydiów jelitowych pierwotniaki te atakują, oprócz komórek jelita, komórki krwi i narządy wewnętrzne ptaków. Ptaszyńce nie przenoszą atoksoplazmy, która zdaniem naukowców zakaża ptaki tylko drogą pokarmową tj. poprzez zjadanie przez ptaki oocyst znajdujących się w zanieczyszczonej odchodami karmie itp.

Objawy i przebieg choroby: Obserwuje się występowanie czarnych plamek w podbrzuszu. Wtedy są powiększone śledziona albo wątroba lub oba narządy jednocześnie. Ptaki są osowiałe i mają rozwolnienie. Przy zaawansowanej chorobie pojawiają się charakterystyczne zaburzenia neurologiczne u ptaków. Występują wtedy problemy z utrzymaniem równowagi, w chodzeniu i ptaki mogą się przewracać do góry brzuchami. Śmierć następuje bardzo szybko. Śmiertelność młodych ptaków między 2 a 9 miesiącem życia wynosi 80%. Stwierdza się ją także w rodzinach, gdzie występują skłonności do tej choroby (czynniki genetyczne związane m.in. z supresją systemu immunologicznego oraz nosicielstwo).

Złe warunki hodowlane oraz infekcje takie, jak ornitoza lub grzybice (wziewne i pokarmowe) i wsobny chów są też czynnikami ułatwiającymi wybuch choroby „czarnych plamek”. Diagnoza atoksoplazmozy jest trudna, gdyż rzadko daje się stwierdzić oocysty i pasożyty w odchodach oraz w preparatach jelitowych. Zaleca się pobieranie odchodów ptaków przez kilka dni z rzędu poprzez zbieranie materiału do badań w godzinach popołudniowych i nocnych. Wykłada się folię na dnie klatek pod patykami po południu i zabiera się ją z odchodami rano. Pewniej stwierdza się infekcję na podstawie badań płuc, wątroby i śledziony u padłych ptaków. Dorosłe ptaki są nosicielami do 8 miesięcy. Czas nosicielstwa jest związany z długością życia komórek krwi, w których bytują pasożyty. Komórki krwi takie jak limfocyty i makrocyty żyją właśnie 8 miesięcy.

Leczenie i profilaktyka: Trudne jest leczenie ptaków zarażonych atoksoplazmozą. Nie ma leków zwalczających tego pasożyta na 100%. Można tylko kontrolować występowanie pasożytów poprzez dawkowanie od czasu do czasu leków hamujących wytwarzanie oocyst. Te ostatnie stają się szybko zakaźne po opuszczeniu organizmu ptaka. Oocysty są wydalane głównie w godzinach popołudniowych, kiedy ptaki gromadzą się w miejscach odpoczynku. Przy dużych zagęszczeniach łatwiej następuje zakażanie nowych osobników. Takie strategie życiowe zostały wytworzone drogą ewolucji.
W przypadku młodych ptaków (2-9 miesięcznych), także w okresie pierzenia się młodych, gdzie może być zagrożenie „czarną plamką” typu atoksoplazmowego należy prewencyjnie podawać m.in. lek typu Carlox/ Baycox – wersja leku podawana przez dr. Marshalla. W Polsce jest stosowany Baycox. Są różne szkoły odnośnie podawania Baycoxu ptakom. Przykładowo uważa się, że ptasiej młodzieży powinno się podawać ten lek po wylocie z gniazda i potem powtarzać dawkowanie co miesiąc. Wersja leku Carlox/Baycox, wzmacnia również odporność ptaków. Także w okresie przedlęgowym (w zimie) należy profilaktycznie stosować ten lek. Nie stwierdzono, do tej pory, wystąpienia oporności atoksoplazmy na ten preparat. Carlox/Baycox w przypadku już zarażonych ptaków ma bardzo słabe działanie, natomiast skutecznie chroni pozostałe niezainfekowane osobniki. Powtarzam jeszcze raz, że ten i inne leki nie usuwają pierwotniaków z organizmu. Hamowane jest tylko wytwarzanie oocyst. Stąd wynika konieczność podawania leku co jakiś czas i utrzymywania ścisłej higieny w pomieszczeniach hodowlanych.

Nie trzeba tu chyba mocno podkreślać, że zachowanie higieny w klatkach i wolierach jest istotnym elementem minimalizowania wybuchu atoksoplazmozy, i nie tylko jej, u naszych ptaków. Ptaki należy trzymać w klatkach z rusztami. Ważne jest kwarantannowanie ptaków. Należy prawidłowo podawać miękki pokarm i kiełkowane nasiona oraz dostarczać żwirek sterylizowany (W handlu są takie specjalnie preparowane żwirki). Powinno się dodawać preparaty oczyszczające i zakwaszające do wody. Według dr. Marshalla można zapobiegawczo dawać ptakom do picia herbatkę z mniszka lekarskiego. Podkreśla się, że kanarki muszą być bezwzględnie trzymane w suchych pomieszczeniach. W przeciwnym wypadku stają się bardzo podatne na różne infekcje.
Trzeba zwrócić uwagę, że omawiane pasożyty niestety są trudne do likwidacji przy zastosowaniu powszechnie znanych środków dezynfekcyjnych np. preparatem Virkon itp. Są preparaty niszczące w jakimś stopniu oocysty, ale nie są teraz dostępne w naszych warunkach (brak atestów). Pewną pomocą w likwidacji pasożytów może być dezynfekcja karmników i poidełek w kuchenkach mikrofalowych, jeżeli te akcesoria nadają się do takiego traktowania. Trzeba je przedtem przetestować, czy nie ulegną zniszczeniu po takim „gotowaniu”. Oczywiście nie mogą być umieszczane w mikrofalówce metalowe przedmioty! Trzeba pamiętać, żeby czas „gotowania” pojemników, w tym konkretnym przypadku, nie był krótszy niż 5 minut. Według niektórych badań oocysty kokcydiów jelitowych ulegały w dużym stopniu zniszczeniu po takim czasie dezynfekcji. Nie znalazłem danych, które dotyczyłyby likwidacji oocyst Atoxoplasma mikrofalami, ale można przypuszczać, że takie dezynfekcje są też w jakimś stopniu skuteczne. Dodatkowo można drewniane patyki opalać ogniem lub wymieniać na nowe.
Na zakończenie podam, że ornitoza, septikemia bakteryjna oraz pasożyty krwi Plasmodium wywołujące malarię ptasią, Haemoproteus i Trypanosoma także mogą dawać objawy podobne przy atoksoplazmozie. Ptaszyńce, komary oraz moskity są nosicielami pasożytów krwi. W przypadku takich infekcji u ptaków występuje m.in. utrudnione oddychanie. Niemieccy badacze uważają, że główną przyczyną czarnej plamki w Europie są zarazki z rodzaju Mycoplasma. Jest też inna choroba także zwana „czarną plamką” wywołana zakażeniem wirusowym, ale to już jest temat na osobny wpis.

W czasie dyskusji z weterynarzami zwróciłem uwagę na powtarzającą się myśl: hodowcy często nie zdają sobie sprawy z dużej liczby chorób panujących w ich ptaszarniach i nie mają nawyku częstej kontroli hodowli. Moim zdaniem, sytuacja ta wynika nie tylko z naszej niewiedzy lub niedbalstwa, lecz też z powodu niełatwego dostępu do weterynarzy specjalistów od chorób ptaków.

artykuł opracował Maciej Szanser „Pandan0”

 Zamieszczone przez o 22:23

Foniopady

 Artykuły Macieja Szansera  Możliwość komentowania Foniopady została wyłączona
Sty 022016
 

Zastanawiałem się ostatnio nad nasionami trawy z rodzaju palusznik (Digitaria sp.), bardziej znanej nam hodowcom ptaków pod nazwą foniopaddy lub fonio, gdyż podaje się, że ziarna te są skutecznym środkiem kontrolującym m.in. kokcydiozę u ptaków.

Próbowałem zweryfikować te informacje na podstawie danych z publikacji naukowych. Najpierw opiszę pokrótce ten rodzaj roślin, gdyż wydaje mi się on niezwykle interesujący dla nas hodowców. Możemy zorientować się na przykładzie tej rośliny, uprawianej też jako zboże, jak naprawdę ważne jest zachowanie bioróżnorodności dla środowiska i przyszłych pokoleń. Palusznik należy do traw z rodziny wiechlinowatych (Poaceae). Niektóre gatunki są uważane za najstarsze zboża afrykańskie. Z tej racji używa się tu obrazowego stwierdzenia: zaginione zboże Afryki. W rolnictwie wykorzystuje się głównie tzw. białe i czarne fonio. Podstawowe znaczenie gospodarcze ma pierwszy gatunek: palusznik afrykański (Digitaria exilis). Uprawiany jest głównie w Afryce Zachodniej: Mali, Burkinie Faso, Senegalu i innych krajach. Pierwsze informacje o tym zbożu sięgają 14. wieku, lecz uważa się, że jest ono uprawiane od około 7000 lat. Roślina ta ma też wielkie znaczenie w kulturze ludów tamtejszego regionu. Różne odmiany uprawne fonio są związane z określonymi społecznościami zamieszkującymi ten rejon Afryki. Według mitu kosmogonicznego plemienia Dogonów w Mali, o pochodzeniu wszechświata, ziarno fonio, jest określane jako po, „zarodek świata”, z którego powstał wszechświat. Myślę, że ten mit Dogonów jest znany nam wortalowcom, gdyż, w swoim czasie, zadziwiał badaczy wiedzą tego plemienia o powstaniu i budowie kosmosu.
Rolnicy wykorzystują fonio nie tylko, jako podstawowe źródło wartościowego i smakowitego pożywienia ludzi i zwierząt gospodarskich, lecz i na cele lecznicze. W ostatnim przypadku wykorzystuje się to zboże m.in. jako pożywienie dla cukrzyków, gdyż palusznik ma niski indeks glikemiczny. Fonio nie zawiera glutenu, zatem nadaje się dla osób z nietolerancją na tę mieszaninę białek roślinnych: gluteniny i gliadyny. Ponadto ziarno fonio jest stosowane w odżywianiu ludzi z chorobami żołądka itp., poprawia kondycję dzieci i ciężarnych kobiet oraz ma zabezpieczać przed chorobami oczu. Z drugiej zaś strony może wystąpić problem zakażenia nasion grzybami, które wytwarzają, niebezpieczne dla zdrowia, aflatoksyny. Zanieczyszczenie ziaren grzybami może mieć związek m.in. z nieprawidłowym przechowywaniem nasion. O skutkach złego magazynowania ziarna my hodowcy dobrze wiemy.
Fonio ma szybki cykl rozwojowy wynoszący średnio około 8 tygodni, tak że można zbierać plony od dwóch do trzech razy w ciągu roku. Współcześnie stara się zwiększać zasięg rozprzestrzenienia tego zboża, gdyż uprzednio, do lat 80. ubiegłego wieku, spadała wielkość areałów upraw. Obecnie obserwuje się zwiększenie powierzchni upraw i wielkości plonów. Jednym z wielu czynników zanikania palusznika było wprowadzanie upraw innych zbóż. Prowadzi się teraz wiele badań naukowych, wykazujących, że palusznik afrykański, którego nasiona są traktowane jako najdrobniejszy rodzaj prosa, jest rzeczywiście bardzo starą i wartościową rośliną uprawną. Uważa się nawet, że białe fonio może pochodzić od innego gatunku palusznika (D. longiflora). Bardzo ciekawe są wyniki badań nad składem chemicznym tego zboża. Stwierdzono, że ziarna fonio zawierają duże ilości aminokwasów, zwłaszcza metioniny i cysteiny, i to z reguły większe aniżeli w innych zbożach, jak proso, pszenica, ryż i kukurydza. Szczególnie wysokie są zawartości metioniny, wyższe w porównaniu z niektórymi rodzajami prosa. Wykazano, że zawartość metioniny w fonio przekracza aż dwa razy tę stwierdzaną w jaju kurzym (!).Także zawartość ważnego aminokwasu fenyloalaniny, wspomagającego funkcjonowanie mózgu i produkcję hormonu tarczycy tyrozyny jest wyższa w nasionach palusznika niż w dwóch innych rodzajach prosa.
Fonio zawiera istotnie więcej witamin, takich jak tiamina (B1) i ryboflawina (B2), wapnia i fosforu aniżeli ryż biały. Analiza składu biochemicznego ziaren 13 znanych odmian uprawnych palusznika afrykańskiego wykazała, że zawartość białek w pełnych ziarnach może pokrywać 1/3 dziennego zapotrzebowania na proteiny u drobiu, w przypadku fosforu pokrywane jest zapotrzebowanie dzienne w granicach od ¼ do połowy. Wysoka jest też w ziarnach zawartość siarki i żelaza, Ziarna palusznika zawierać znacznie więcej pierwiastków śladowych, takich jak, magnez, cynk i mangan w porównaniu z innymi zbożami. Stwierdza się, że rośliny te wykazują odporność na różne szkodniki upraw (nicienie, grzyby) i zaleca się je stosować, jako płodozmian. Wydaje się, że na razie mało jest badań nad innymi związkami organicznymi w ziarnach fonio. Być może w bliższej przyszłości da się wyjaśnić mechanizm, obserwowanego przez hodowców ptaków, uodparniania się ptaków na kokcydia i inne czynniki chorobotwórcze po podawaniu im nasion palusznika. Trudno jest, moim zdaniem, ocenić jakość dostępnych informacji na interesujący nas problem. Są to, moim zdaniem na dziś dzień, głównie obserwacje praktyków – hodowców ptaków i weterynarzy zwłaszcza tych pracujących w regionach uprawy fonio (?). Nie udało mi się jeszcze znaleźć dokładnych danych literaturowych na ten temat. Nawet w Internecie zetknąłem się z pytaniami dotyczącymi prób ustalenia źródeł takowych informacji.

Myślę, że dopiero od niedawna zaczęto prowadzić dokładne badania nad palusznikiem afrykańskim i luka w wiedzy nad znaczeniem tej rośliny w medycynie i weterynarii będzie szybko wypełniana. Może ktoś z Was będzie skuteczniejszy ode mnie w zebraniu takich zweryfikowanych danych? Na podstawie zebranych informacji można przypuszczać, że ptaki, spożywając ten pokarm, regulują w znacznym stopniu funkcjonowanie organizmu, a za tym może iść wzrost odporności immunologicznej zwierząt. Pozytywnym efektem badań jest też dostrzeżenie wartości rodzaju Digitaria dla różnorodności biologicznej upraw rolniczych i środowiska naturalnego oraz wdrożenie uzyskanej wiedzy w praktyce. Mamy do czynienia ze wzrostem areałów upraw i plonów palusznika, i wszechstronniejszym wykorzystaniem tej cennej rośliny. Warto o tym pamiętać w kontekście obserwowanego obecnie zastraszającego tempa spadku różnorodności gatunkowej roślin i zwierząt.

Podaję też ciekawsze linki anglojęzyczne o paluszniku afrykańskim:
http://fonio.cirad.fr/index.php/fonio_en – ogólne informacje o fonio
http://www.fao.org/sd/LINKS/documents_download/millets.pdf – różnorodność upraw prosa w Afryce
http://www.lrrd.org/lrrd18/7/clot18095.htm – analiza biochemiczna genotypów fonio
http://www.pan-uk.org/files/Fonio%20Health%20Claims.pdf – zalety pokarmowe i zdrowotne fonio

 

artykuł opracował Maciej Szanser „Pandan0”

 Zamieszczone przez o 22:17

Megabakteria

 Artykuły Macieja Szansera  Możliwość komentowania Megabakteria została wyłączona
Sty 022016
 

Ostatnio zainteresowały mnie megabakterie (Macrorhabdus ornithogaster), które są coraz większym zagrożeniem dla ptaków ozdobnych. Megabakterie to stara, ale nadal funkcjonująca nazwa tych groźnych patogenów. Są to stosunkowo słabo poznane pasożyty wewnętrzne, bytujące w układzie pokarmowym. Macrorhabdus ornithogaster został opisany stosunkowo niedawno, bo w roku 1981, a u kanarków po raz pierwszy w r. 1984. Bardzo trudne są badania nad tym mikroorganizmem, na początku nie wiedziano, czy to jest to bakteria, czy grzyb? Ustalono, że jest to słabo gram-dodatni pałeczkowaty organizm, o wymiarach 2-3×20-80 μm, barwiący się także metodą PAS i solami srebra. Ostatecznie został on sklasyfikowany, jako grzyb z grupy drożdżaków. Jest to fakultatywny anaerob (względny beztlenowiec), któremu sprzyja środowisko z podwyższonym stężeniem dwutlenku węgla. CO2 stanowi 10% składu pożywek laboratoryjnych stosowanych w hodowlach tego mikroorganizmu. Megabakterie bytują w żołądku, który u ptaków dzieli się na część przednią (żołądek gruczołowy – proventriculus) i tylną (żołądek mięsisty – ventriculus). Patogeny te najliczniej występują w strefie przejściowej między oboma żołądkami, potem w żołądku gruczołowym. Znacznie mniej jest tych grzybów w żołądku mięsistym. Macrorhabdus ornithogaster uszkadza gruczoły w błonie śluzowej żołądka. Z czasem następuje zniszczenie całej błony śluzowej, w rezultacie czego uniemożliwione jest trawienie pokarmu. Rzadko się stwierdza obecność pojedynczych osobników, w tym także otorbionych, w wątrobie i śledzionie. Organizmy te są też wydalane z odchodami.
Wydaje się, że słaba jest w warunkach polskich świadomość zagrożenia hodowli ptaków tym patogenem. Uważa się, że większość ptaków jest podatna na zakażenie megabakterią, zarówno hodowlane (drób, ptactwo egzotyczne itp.) i dziko żyjące. Wykazano też występowanie megabakteriopodobnych organizmów w górnych drogach oddechowych ssaków (pies, kot). Patogeny te nie są sklasyfikowane, jako organizmy stanowiące zagrożenie dla człowieka. Kwestią dyskusyjną jest stwierdzenie, czy mamy do czynienia ze zróżnicowaniem gatunkowym lub szczepowym megabakterii. Różne wyniki leczenia ptaków oraz opisy kultur tego drożdżaka wskazują na występowanie tej różnorodności, ale badania są dalej prowadzone.
W hodowlach ptaków egzotycznych najwięcej badań nad megabakteriozą (makrorabdozą) zostało przeprowadzonych na papużkach falistych (M. undulatus), gdyż początkowo pasożyt ten był najczęściej stwierdzany u tego gatunku ptaków. Jest nawet hipoteza, że pierwsze przypadki tej choroby stwierdzono u wystawowych papużek falistych w Wielkiej Brytanii. Papużki stamtąd pochodzące miały być źródłem zakażeń tym drożdżakiem w hodowlach ptaków egzotycznych na świecie. Nawet w Australii występuje poważny problem megabakteriozy wywołany importem wystawowych papużek falistych. Stwierdza się obecnie, że ten grzybek występuje u dużej liczby gatunków ptaków egzotycznych. Najbardziej podatne na infekcje zdają się być, oprócz papużek falistych, papugi nierozłączki (rodzaj Agapornis) oraz kanarki. Śmiertelność zwierząt zarażonych megabakterią wynosi 100%. O powadze problemu, jakim jest szybki wzrost liczby zakażeń tym mikroorganizmem, świadczą wyniki wielu badań. Dość wymowne są, moim zdaniem, dane weterynarzy belgijskich opublikowane w roku 2006. W okresie 5 lat ( 1999 – 2004) zaobserwowano wzrost liczby zachorowań u kanarków z 10.8% do 55.1%. Ogólnie, w tych właśnie badaniach na padłych ptakach, wykryto megabakteriozę u 28% kanarków i 22.5% papużek falistych. Liczby te są nawet znacznie wyższe w przypadku opisanych w literaturze epidemii u papużek falistych.

źródła zakażenia: nie ma do tej pory dowodów wskazujących, na sposoby zakażania się ptaków. Wiadomo, że mikroorganizmy te są wydalane z odchodami. Zatem stykanie się ptaków z zanieczyszczoną karmą oraz wzajemnie karmienie się ptaków jest prawdopodobną przyczyną zarażeń. Są przesłanki wskazujące na występowanie odporności genetycznej na zakażenia megabakteriozą. Opisano przypadek linii hodowlanej, w której nie stwierdzano tych zakażeń. Obserwowano, że pisklęta z linii podatnych na megabakteriozę, wychowywane przez przybranych rodziców z linii wolnych od pasożytów, zapadały na tę chorobę w późniejszych okresach życia. Dyskusyjna jest sprawa, czy zakażenia u ptaków tym patogenem są pierwotne czy towarzyszą innym chorobom (bada się związek między zakażeniami cirkowirusami i megabakteriami), czy są efektem spadku odporności immunologicznej u ptaków w warunkach stresu itp.

Objawy choroby: Początkowo nie obserwuje się specyficznych objawów choroby. Następuje powolny spadek kondycji ptaków. W zasadzie tylko u papużek falistych stwierdza się nagłe ostre objawy zakażenia. Ptaki w dobrej kondycji gwałtownie tracą ją i padają w ciągu 12-24 godzin od wystąpienia objawów. Przedtem mogą wymiotować krwią. Większość pozostałych ptaków (papużek falistych i innych gatunków) ma chroniczną postać choroby, która może trwać miesiącami z okresami poprawy i pogorszenia stanu ptaków. Spada wtedy ciężar ciała, mimo że nie zmienia się apetyt u ptaków. Później obserwuje się, że chore osobniki łuszczą ziarna, ale jedzą niewiele i w odchodach widzi się nieprzetrawione nasiona. Oprócz biegunki można zaobserwować też oblepienie odchodami piór wokół odbytu. W końcowych fazach choroby ptaki zaczynają wymiotować lepkim szaro-szklistym śluzem i (lub) krwią. Choroba rzadko występuje u piskląt (u strusi afrykańskich tylko pisklęta chorują), częściej u dorosłych ptaków między 1 a 5 rokiem życia. Analizy odchodów, mimo zalecanego ich zbierania przez wiele dni, nie zawsze wykazują obecność megabakterii. Badania przewodu pokarmowego padłych ptaków są podstawową metodą wykrywającą makrorabdozę (występują charakterystyczne zmiany w tkankach żołądka). Stwierdzono u chorych ptaków wzrost pH w żołądku, choć nie zawsze jest to regułą. U zdrowych i chorych papużek falistych pH treści żołądka nie zmieniało się istotnie, mimo pewnego podwyższenia zasadowości treści żołądkowej u chorych ptaków. Natomiast u kanarków następuje wyraźnie zalkalizowanie w żołądku. pH w układzie pokarmowym zdrowych ptaków wynosi od 0.7 do 2.4, a u silnie zainfekowanych megabakterią 7-7.3. Dyskusyjna jest przyczyna obserwowanej zmiany wartości pH w żołądkach ptaków.

Leczenie: Nie są opracowane w 100% metody leczenia ptaków. Obecnie podaje się im leki inhibujące rozwój grzybów. Są to amfoterycyna B, ketokonazol i nystatyna. Megabac-S (forma amfoterycyny B) jest lekiem, który ponoć ma dużą skuteczność w leczeniu ptaków egzotycznych (http://www.vetafarm.com/products/MEGABAC%252dS.html). Preparaty te są trudno dostępne i trzeba zamawiać u weterynarza. Medykamenty podaje się w ciągu 10 dni do 2 tygodni. Są to leki podawane bezpośrednio ptakom do wola lub rozpuszczane w wodzie pitnej. W ostatnim przypadku trzeba uważać, żeby pojniki nie były wystawione na działanie światła słonecznego, promienie UV obniżają skuteczność działania tych medykamentów. Efektywność działania leków jest różna, gdyż obserwuje się bardzo dobre oraz mierne efekty leczenia. Może to być związane m.in. z przypuszczalnym występowaniem różnych szczepów megabakterii albo sposobem podawania leków itp.

Stosuje się też leczenie wspomagające. Podaje się ptakom przez wiele tygodni wodę zakwaszoną kwasami organicznymi, np. octem jabłkowym, octem z białych winogron, sokiem grejpfrutowym itp. pH przygotowanej w ten sposób wody nie może spadać poniżej wartości 2.5. Zakwaszanie układu pokarmowego jest konieczne, gdyż wiemy, że w zasadowym środowisku nie zachodzą procesy trawienne. Ponadto kwaśne środowisko ogranicza rozwój megabakterii. Praktykuje się też podawanie ptakom probiotyków (kultur szczepów bakterii bytujących w przewodach pokarmowych). Preparaty te są konieczne do przywrócenia normalnego funkcjonowania układu pokarmowego chorych ptaków, ponadto bakterie ograniczają namnażanie się drożdży. Należy stosować probiotyki przeznaczone dla ptaków (np. protexin, probiotyki dla drobiu itp.). Probiotyk najczęściej podaje się rozpuszczony w wodzie. Podczas kuracji trzeba też dezynfekować pomieszczenia hodowlane. Widać stąd, że ważne jest stosowanie w hodowlach klatek z rusztami w celu poprawy higieny w ptaszarniach. Nie trzeba przypominać, że konieczne jest utrzymywanie czystości przez cały czas.
Wspomnę też, że megabakterioza nie jest przenoszona poprzez jaja wylęgowe. Sztuczny odchów piskląt, z jaj ptaków podejrzanych o makrorabdozę, jest praktykowany w celu uzyskania osobników wolnych od tego drożdżaka.
Oczywiście nie muszę podkreślać, że leczenie można przeprowadzać tylko pod nadzorem weterynarza, gdyż jest ono trudne i nie zawsze daje dobre rokowania.

Niektóre ciekawsze linki do stron i prac, które posłużyły do napisania powyższego tekstu:

anglojęzyczne:
http://www.scielo.br/scielo.php?script=sci_arttext&pid=S0102-09352006000300001&lng=en&nrm=iso&tlng=en
http://orbi.ulg.ac.be/handle/2268/6107
http://www.vet.uga.edu/vpp/clerk/Son/index.php

polska praca o grzybicach u ptaków: http://cornetis.pl/pliki/ML/2008/3/ML_2008_3_172.pdf

poglądowy rysunek przewodu pokarmowego ptaków (na dole strony):
http://forums.avianavenue.com/bird-emergency-highway-911/43576-what-guys.html

 

artykuł opracował Maciej Szanser „Pandan0”

 Zamieszczone przez o 22:12